Oni wybrali Kopie
Poniżej prezentujemy dowód na to, iż suknie szyte na wzór nie będą wyglądały tak efektownie jak suknie z naszych salonów




Odkąd rozpoczęliśmy naszą akcję "Stop Podróbkom!" otrzymujemy od Państwa wiele historii o nieuczciwych krawcowych i nieudanych kopiach popularnych modeli sukien ślubnych, m.in. sukien Demetrios i Cosmobella. Ponieważ jest to bardzo ważny dla nas temat - kopiowanie projektu bez zgody jego projektanta jest kradzieżą - postanowiliśmy przedstawić Państwu historię nadesłaną przez Panią Edytę z Tuszyna:
"Pochodzę z małej miejscowości, w której niemalże każde wesele jest szeroko komentowanym i budzącym powszechne zainteresowanie wydarzeniem. Szczególnie zaś, gdy ślub zawiera ktoś znany i majętny. Tak też było w przypadku mojej przyjaciółki, córki znanego miejscowego przedsiębiorcy. To miał być ślub jak z bajki - białe konie, kareta, piękna sala i ona w swojej wymarzonej, olśniewającej kreacji ślubnej. Gorączkowe przygotowania całkiem ją pochłonęły. Wszystko miało być idealne i dopięte na ostatni guzik. Najwięcej problemów, jak pewnie każdej przyszłej pannie młodej, przysporzył jej wybór sukni. Po wielu wahaniach i burzliwych dyskusjach z rodziną i przyjaciółmi, zdecydowała się na szycie sukni u krawcowej. Była bowiem przekonana, że będzie mogła decydować od początku do końca o wszystkim i że suknia będzie, zgodnie z jej koncepcją, niepowtarzalna. Na początku wszystko szło dobrze. Krawcowa zaakceptowała bez większych uwag jej propozycję. Stwierdziła tylko, że potrwa to trochę dłużej, bo trzeba będzie poszukać odpowiedniego materiału. Ale czasu było jeszcze dużo, więc zdawało się, że nie ma powodu do niepokoju. Gdy po długim okresie oczekiwań udało się w końcu znaleźć materiał, okazało się, iż odbiega on znacznie od oryginału. Krawcowa stwierdziła jednak, iż z doświadczenia wie, że ten lepiej się nosi. Zaczęły się żmudne przymiarki i nieustanne poprawki. Materiał w żaden sposób nie chciał się dopasować, choć, jak zapewniała krawcowa, efekt będzie widoczny dopiero na końcu. Czas jednak płynął a moja przyjaciółka zaczęła tracić nadzieję. Kiedy został już zaledwie miesiąc do ślubu, a sukienka nadal nie była gotowa, postanowiła, w akcie desperacji, poszukać kreacji ślubnej w salonie. Jak można było przypuszczać, nie spodobało się to naszej krawcowej, która stwierdziła, że rezygnacja z jej usług nie zwolni mojej przyjaciółki od zapłaty za jej pracę. Gdyby nie zdecydowana interwencja rodziców przyszłej panny młodej, skończyłoby się to pewnie gorzej. A tak krawcowa zadowoliła się zaliczką i zaprzestała dalszych roszczeń. W rezultacie, po gorączkowych wizytach w salonach, moja przyjaciółka kupiła wreszcie wymarzoną suknię (w której notabene wyglądała naprawdę pięknie), choć kosztowało ją to niemało nerwów. Ta historia zakończyła się szczęśliwie (choć na pewno zepsuła urok weselnych przygotowań) właściwie tylko dzięki determinacji mojej przyjaciółki i jej rodziców. Mnie zaś nauczyła większej roztropności przy podejmowaniu tak istotnych decyzji. Bo przecież, jak to mówią, taki dzień zdarza się tylko raz w życiu?"
Jeszcze kilka projektów obiecujących "profesjonalnych krawcowych" ...